Ciemnawe chmury zawiesiły się nad miasteczkiem. Delikatny deszcz stukał w okna domów. Opierałem się o ścianę, jednego z budynków i cicho nuciłem jedną z moich melodii. Kątem oka zauważyłem dość wysoką brunetkę. Szła ulicą, chroniąc głowę i swe falowane włosy gołymi rękami. Rozłożyłem swój parasol nad dziewczyną, tak by żadna kropla wody nie mogła dosięgnąć jej ciała. Uśmiechnąłem się delikatnie do niej. Ona patrząc na mnie lekko się zarumieniła ale podziękowała za ochronę.
- Deszcz potrafi być kapryśny. Mieszkam nie daleko. Możesz u mnie się trochę wysuszyć. - oznajmiłem przyjacielsko.
- Na prawdę ? Będę wdzięczna. - odpowiedziała na mą propozycję bez wahania, którego nie potrzebowała.
Udaliśmy się do pałacyku, gdzie aktualnie zamieszkiwałem. Zaprowadziłem ją do łazięki, gdzie mogła w spokoju wziąć gorący prysznic. Uwielbiałem bawić się z ofiarom.
Przygotowałem dla niej na zmianę ubrania. Gdy wyszła ubrana z łazienki weszła do mego pokoju, gdzie już czekałem.
- Bardzo dziękuję za gościnę. - uśmiechnęła się szczerze i niewiarygodnie słodko.
Podszedłem do niej i dłonią delikatnie przeczesałem jej włosy. Drugą ręką objąłem ją w pasie i przybliżyłem się do niej. Nawet nie próbowała się przeciwstawić. Zarzuciłem jej włosy za ramiona, aby odsłonić szyję. Szybkim ruchem wbiłem swe kły w jej gładką szyję. Niewielkie ilości krwi spływały po ciele brunetki, a resztą wypijałem. Silnym ramieniem podtrzymywałem dziewczynę, a drugą ręką odchyliłem głowę, by bardziej widzieć szyję. Jej krew była słodka jak miód. Uwielbiałem taką. Gdy zakończyłem przekąskę, puściłem bezwładną brunetkę. Oblizałem wargi z krwi. Żal mi jej wcale nie było.
Chusteczką wytarłem miejsce ugryzienia. Otuliłem ją w jedwabną tkaninę, tak jakby przypominała śpiącą królewnę. Wziąłem dziewczynę na ręce i zniosłem na dół, do lochów. Tam, by ciało nie rozkładało się wrzuciłem je do pieca. Czerwono-żółte płomienie pożerały dziewczynę, której imienia nigdy nie poznam. Zamknąłem drzwi od pieca i cicho nucąc wyszedłem z lochów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz