Wstałem powoli, gdy dziewczyna odeszła, a raczej wydawało się, że jakby uciekła. Ale to nie ważne. Dzisiejsze bronie są mocniejsze niż kiedyś, ale co poradzić. Wyjąłem kulę ze stopy i wyrzuciłem. Jakoś doczłapałem się do posiadłości. W pokoju polałem na ranę pewnym płynem, który zaczął tworzyć pianę na ranie i zasklepiać go - lek specjalny dla wampirów na postrzały.
Podszedłem do okna. Słońce było już na granicy. Promienie jedne po drugim zaczęły znikać. Tamta dziewczyna bardzo mnie zaciekawiła.
niedziela, 28 kwietnia 2013
Od Ann
Kiedy chłopak był zajęty odpowiadaniem
podniosłam nogę.Miałam akurat bardzo ostro zakończone obcasy,wbiłam mu
jeden z nich z całym impetem w stopę.Tamta dziewczyna poszła,a chłopak
zacisnął zęby z bólu.Chwyciłam pistolet w rękę i odskoczyłam sprawnie
kilka kroków.
-A teraz dam Ci bardzo dobra lekcję.Liczę że zrozumiesz kochany.-dodałam ironicznie.
Znałam się na anatomii ludzi,więc wiedziałam gdzie strzelić by sprawić mu ból,ale żeby go nie zabić.Strzeliłam mu w nogę,chłopak upadł.
-Jeżeli masz ambicję wbić swoje kły w te szyję musisz się bardziej postarać.-podeszłam poklepałam go po plecach i poszłam spokojnie w stronę domu.
Po chwili zrobiło mi się go żal...Koniec końców był trochę zagubiony.Racja,że nie miałam prawa go postrzelić,ale nie miałam teraz zamiaru się wracać.Przełknęłam gorycz,a że robiło się już późno kiedy przejeżdżało auto skoczyłam mu na tylny zderzak i tak dojechałam do domu.Położyłam się i dodałam do siebie zasypiając.
-Może potem zainteresuję się tym,że może się wykrwawić...Ale chyba wampirowi to nie grozi...-po czym zasnęłam.
<Kou?>
-A teraz dam Ci bardzo dobra lekcję.Liczę że zrozumiesz kochany.-dodałam ironicznie.
Znałam się na anatomii ludzi,więc wiedziałam gdzie strzelić by sprawić mu ból,ale żeby go nie zabić.Strzeliłam mu w nogę,chłopak upadł.
-Jeżeli masz ambicję wbić swoje kły w te szyję musisz się bardziej postarać.-podeszłam poklepałam go po plecach i poszłam spokojnie w stronę domu.
Po chwili zrobiło mi się go żal...Koniec końców był trochę zagubiony.Racja,że nie miałam prawa go postrzelić,ale nie miałam teraz zamiaru się wracać.Przełknęłam gorycz,a że robiło się już późno kiedy przejeżdżało auto skoczyłam mu na tylny zderzak i tak dojechałam do domu.Położyłam się i dodałam do siebie zasypiając.
-Może potem zainteresuję się tym,że może się wykrwawić...Ale chyba wampirowi to nie grozi...-po czym zasnęłam.
<Kou?>
sobota, 27 kwietnia 2013
Od Lucy
[...]
-Właśnie widzę...-uśmiechnęłam się.
Dziewczyna którą Kou trzymał za ręce wydawała się przestraszona.
Zdjęłam kaptur z głowy i odgarnęłam włosy z ramienia kobiety,wyglądała tak smakowicie xd.
-Smacznego-szepnęłam do Kou i delikatnie pocałowałam w policzek.
I poszłam przed siebie.Po drodze miałam okazje by coś zjeść skorzystałam z niej,po uczcie jak zawsze poszłam do lochów i spaliłam ciało ofiary.
-Właśnie widzę...-uśmiechnęłam się.
Dziewczyna którą Kou trzymał za ręce wydawała się przestraszona.
Zdjęłam kaptur z głowy i odgarnęłam włosy z ramienia kobiety,wyglądała tak smakowicie xd.
-Smacznego-szepnęłam do Kou i delikatnie pocałowałam w policzek.
I poszłam przed siebie.Po drodze miałam okazje by coś zjeść skorzystałam z niej,po uczcie jak zawsze poszłam do lochów i spaliłam ciało ofiary.
piątek, 26 kwietnia 2013
Od Kou
[...] Odgarnąłem trochę grzywki z czoła.
- Jesteś zbytnio ciekawska. - uśmiechnąłem się lekko.
Jak zwinny kot, w jednej sekundzie znalazłem się za dziewczynom. Wyrzuciłem broń z jej ręki, a później nim się zorientowała już ją trzymałem za ręce. Przybliżyłem swe usta do jej szyi, tak by czuła mój oddech.Trzymałem ją bardzo mocno, więc nie mogła się wyślizgnąć.
- O czym chcesz porozmawiać? - spytałem.
Gdy właśnie dziewczyna chciała coś z siebie wydukać usłyszałem głos Howling. Podniosłem wzrok na wampirzyce.
- Jak widzisz jesteśmy teraz zajęci miłą pogaduszką. - oznajmiłem.
(Ann? Lucy?)
- Jesteś zbytnio ciekawska. - uśmiechnąłem się lekko.
Jak zwinny kot, w jednej sekundzie znalazłem się za dziewczynom. Wyrzuciłem broń z jej ręki, a później nim się zorientowała już ją trzymałem za ręce. Przybliżyłem swe usta do jej szyi, tak by czuła mój oddech.Trzymałem ją bardzo mocno, więc nie mogła się wyślizgnąć.
- O czym chcesz porozmawiać? - spytałem.
Gdy właśnie dziewczyna chciała coś z siebie wydukać usłyszałem głos Howling. Podniosłem wzrok na wampirzyce.
- Jak widzisz jesteśmy teraz zajęci miłą pogaduszką. - oznajmiłem.
(Ann? Lucy?)
Od Lucy
Byłam bardzo zła i wkurzona,chodziłam po sklepach szukając jakiegoś
czerwonego płaszczu bo stary rozerwało moje śniadanie.Rozglądałam się po
wystawach nigdzie nie było płaszczy.
-Tu buty,tam spodnie czy nigdzie nie ma czerwonego płaszcza?!-Nagle zobaczyłam na wystawie ładny płaszczyk,weszłam do sklepu.
-W czym mogę służyć?-odezwała się sprzedawczyni.
-Tamten płaszcz z wystawy-wskazałam palcem.
Kobieta od razu przyniosła i zapakowała go a ja zapłaciłam.
Idąc zobaczyłam Kou z tą samą kobietą co ostatnio podeszłam do nich zakładając płaszcz.
-Jeszcze z nią nie skończyłeś?-szepnęłam do ucha Kou.
Dziewczyna dziwnie mi się przyglądała.
(Kou?)
-Tu buty,tam spodnie czy nigdzie nie ma czerwonego płaszcza?!-Nagle zobaczyłam na wystawie ładny płaszczyk,weszłam do sklepu.
-W czym mogę służyć?-odezwała się sprzedawczyni.
-Tamten płaszcz z wystawy-wskazałam palcem.
Kobieta od razu przyniosła i zapakowała go a ja zapłaciłam.
Idąc zobaczyłam Kou z tą samą kobietą co ostatnio podeszłam do nich zakładając płaszcz.
-Jeszcze z nią nie skończyłeś?-szepnęłam do ucha Kou.
Dziewczyna dziwnie mi się przyglądała.
(Kou?)
Od Ann
-Głupcze!-parsknęłam i szybko sięgnęłam
do tylnej kieszeni.Chłopak patrzył dalej rozbawiony,ale jego uśmiech
zaraz starł strach gdy ujrzał w mej ręce pistolet.
Szczerze już kiedyś kogoś...Zabiłam.
-Nie ruszaj się bo strzelę.-widać,że lekko mu było do śmiechu,ale nie śmiał się podejść bliżej.
Powoli podeszłam trzymając rękę na spuście.
-Gadaj!-krzyknęłam.
<Kou?>
Szczerze już kiedyś kogoś...Zabiłam.
-Nie ruszaj się bo strzelę.-widać,że lekko mu było do śmiechu,ale nie śmiał się podejść bliżej.
Powoli podeszłam trzymając rękę na spuście.
-Gadaj!-krzyknęłam.
<Kou?>
czwartek, 25 kwietnia 2013
Od Kou (C.D Ann)
[...]
Strach. Błysk właśnie tego uczucia w jej oczach był przesłodki. Podszedłem do niej szybko jak wąż. Przytrzymałem jej ręce w górze, a drugą dłonią przejechałem po jej długich, jakże czarnych włosach. Przybliżyłem się do niej. Czuć było jak stawiała opór, jak próbowała uciec - ale na daremno. Zamknęła oczy, gdy przybliżyłem swe usta do jej policzka i delikatnie dmuchnąłem w jej ucho. Puściłem ją, a ona z lekkim rumieńcem zrobiła krok do tyłu. Zaśmiałem się.
(Ann?)
Strach. Błysk właśnie tego uczucia w jej oczach był przesłodki. Podszedłem do niej szybko jak wąż. Przytrzymałem jej ręce w górze, a drugą dłonią przejechałem po jej długich, jakże czarnych włosach. Przybliżyłem się do niej. Czuć było jak stawiała opór, jak próbowała uciec - ale na daremno. Zamknęła oczy, gdy przybliżyłem swe usta do jej policzka i delikatnie dmuchnąłem w jej ucho. Puściłem ją, a ona z lekkim rumieńcem zrobiła krok do tyłu. Zaśmiałem się.
(Ann?)
Od Ann
| Cały dzień myślałam o wczorajszym "spotkaniu" z tamtym chłopakiem.Kiedy
rano byłam w bibliotece czytałam książki na temat wampirów.Dziwne,ale
ten chłopak wydawał mi się...Dziwny i coś kazało mi się dowiedzieć o nim
więcej.Kiedy skończyłam szychtę w bibliotece poszłam do miejsca w
którym ostatnio go spotkałam. -Co ja tu robię?-pytałam siebie z pretensją . Nagle usłyszałam śmiech.Poprawiłam grzywkę i rozglądałam się skąd on dochodzi. -Wiedziałem,że wrócisz...-dodał męski głos, i to ten sam co ostatnio. -Nie wróciłam do ciebie.-prychnęłam. Nagle z pod cienia budynku wyszedł chłopak.Podszedł do mnie i chciał coś powiedzieć,ale szybko się odsunęłam. -Nie zbliżaj się do mnie! <Kou?> | |
Od Kou
Ciemnawe chmury zawiesiły się nad miasteczkiem. Delikatny deszcz stukał w okna domów. Opierałem się o ścianę, jednego z budynków i cicho nuciłem jedną z moich melodii. Kątem oka zauważyłem dość wysoką brunetkę. Szła ulicą, chroniąc głowę i swe falowane włosy gołymi rękami. Rozłożyłem swój parasol nad dziewczyną, tak by żadna kropla wody nie mogła dosięgnąć jej ciała. Uśmiechnąłem się delikatnie do niej. Ona patrząc na mnie lekko się zarumieniła ale podziękowała za ochronę.
- Deszcz potrafi być kapryśny. Mieszkam nie daleko. Możesz u mnie się trochę wysuszyć. - oznajmiłem przyjacielsko.
- Na prawdę ? Będę wdzięczna. - odpowiedziała na mą propozycję bez wahania, którego nie potrzebowała.
Udaliśmy się do pałacyku, gdzie aktualnie zamieszkiwałem. Zaprowadziłem ją do łazięki, gdzie mogła w spokoju wziąć gorący prysznic. Uwielbiałem bawić się z ofiarom.
Przygotowałem dla niej na zmianę ubrania. Gdy wyszła ubrana z łazienki weszła do mego pokoju, gdzie już czekałem.
- Bardzo dziękuję za gościnę. - uśmiechnęła się szczerze i niewiarygodnie słodko.
Podszedłem do niej i dłonią delikatnie przeczesałem jej włosy. Drugą ręką objąłem ją w pasie i przybliżyłem się do niej. Nawet nie próbowała się przeciwstawić. Zarzuciłem jej włosy za ramiona, aby odsłonić szyję. Szybkim ruchem wbiłem swe kły w jej gładką szyję. Niewielkie ilości krwi spływały po ciele brunetki, a resztą wypijałem. Silnym ramieniem podtrzymywałem dziewczynę, a drugą ręką odchyliłem głowę, by bardziej widzieć szyję. Jej krew była słodka jak miód. Uwielbiałem taką. Gdy zakończyłem przekąskę, puściłem bezwładną brunetkę. Oblizałem wargi z krwi. Żal mi jej wcale nie było.
Chusteczką wytarłem miejsce ugryzienia. Otuliłem ją w jedwabną tkaninę, tak jakby przypominała śpiącą królewnę. Wziąłem dziewczynę na ręce i zniosłem na dół, do lochów. Tam, by ciało nie rozkładało się wrzuciłem je do pieca. Czerwono-żółte płomienie pożerały dziewczynę, której imienia nigdy nie poznam. Zamknąłem drzwi od pieca i cicho nucąc wyszedłem z lochów.
- Deszcz potrafi być kapryśny. Mieszkam nie daleko. Możesz u mnie się trochę wysuszyć. - oznajmiłem przyjacielsko.
- Na prawdę ? Będę wdzięczna. - odpowiedziała na mą propozycję bez wahania, którego nie potrzebowała.
Udaliśmy się do pałacyku, gdzie aktualnie zamieszkiwałem. Zaprowadziłem ją do łazięki, gdzie mogła w spokoju wziąć gorący prysznic. Uwielbiałem bawić się z ofiarom.
Przygotowałem dla niej na zmianę ubrania. Gdy wyszła ubrana z łazienki weszła do mego pokoju, gdzie już czekałem.
- Bardzo dziękuję za gościnę. - uśmiechnęła się szczerze i niewiarygodnie słodko.
Podszedłem do niej i dłonią delikatnie przeczesałem jej włosy. Drugą ręką objąłem ją w pasie i przybliżyłem się do niej. Nawet nie próbowała się przeciwstawić. Zarzuciłem jej włosy za ramiona, aby odsłonić szyję. Szybkim ruchem wbiłem swe kły w jej gładką szyję. Niewielkie ilości krwi spływały po ciele brunetki, a resztą wypijałem. Silnym ramieniem podtrzymywałem dziewczynę, a drugą ręką odchyliłem głowę, by bardziej widzieć szyję. Jej krew była słodka jak miód. Uwielbiałem taką. Gdy zakończyłem przekąskę, puściłem bezwładną brunetkę. Oblizałem wargi z krwi. Żal mi jej wcale nie było.
Chusteczką wytarłem miejsce ugryzienia. Otuliłem ją w jedwabną tkaninę, tak jakby przypominała śpiącą królewnę. Wziąłem dziewczynę na ręce i zniosłem na dół, do lochów. Tam, by ciało nie rozkładało się wrzuciłem je do pieca. Czerwono-żółte płomienie pożerały dziewczynę, której imienia nigdy nie poznam. Zamknąłem drzwi od pieca i cicho nucąc wyszedłem z lochów.
Od Lucy
Wyszłam z domu po długiej ulewie,szłam po
słonecznej stronie chodnika.Ludzie mijali mnie ze wszystkich
stron.Trudno było powstrzymać się od tego by kogoś nie zaatakować.Nagle
coś usłyszałam zaczęłam iść w tą strone.Zobaczyłam kogoś raczej ją,po
woli do niej podchodziłam gdy nagle pojawił się on...Kou.
-Zostaw ją!-odrzekł.
-Ale..no....dobrze!-spojrzałam się swoimi wielkimi oczami na niego i odeszłam.
-Dlaczego jestem taka powalona?-pomyślałam -Czemu on mi się podoba?
Potrząsnęłam głową i zaczęłam biec w stronę pałacu.
-Zostaw ją!-odrzekł.
-Ale..no....dobrze!-spojrzałam się swoimi wielkimi oczami na niego i odeszłam.
-Dlaczego jestem taka powalona?-pomyślałam -Czemu on mi się podoba?
Potrząsnęłam głową i zaczęłam biec w stronę pałacu.
środa, 24 kwietnia 2013
Od Ann
Byłam zmęczona,kolejny dzień
studiowania.Zaiste to piękne miasto,ale wymaga ode mnie chyba więcej
niżeli ja bym potrafiła.Zmęczona szłam zamgloną ulica,klimat iście jak z
horroru.Zaczęło padać,szlak!Nie miałam parasolki.Cała zmokłam,a ręce i
nogi mi się trzęsły.
-Kurczę...-syknęłam.
Naglę zza domku ujrzałam błysk oczu.Spojrzałam nie pewnie w tamtą stronę,dookoła zaczęło się przejaśniać,lecz deszcz padał dalej.Podeszłam ostrożnie moje buty pluskały o kałużę.Podeszłam bliżej.Zza domu wysunął się chłopak.Otrzepałam się z wody jak pies.Deszcz kończył padać,a słońce oświeciło mokre ulice.Teraz chłopak był bardziej widoczny.Wyglądał na miłego,oczy błyszczały mu w słońcu, i trzeba było przyznać że należał do osób piękniejszych.
-Tak?-spytałam spokojnie,ludzie widząc,że przestało padać zaczęli wychodzić z domów.
Chłopak opierał się o mur,a słysząc mnie wstał i podszedł,uśmiechnął się jak dżentelmen i wyciągnął rękę.Spojrzałam na nią i dodałam cicho
-Jestem Ann De Nail i nie szukam znajomych.-dodałam z przekonaniem patrząc mu w oczy.
Chyba chłopak trochę się zdziwił moja reakcją,moja matka opowiadała mi o takich ludziach i nie miałam zamiaru go poznawać.Nie zważając na nic szybko poszłam w stronę domu,usłyszałam jeszcze wołanie,ale nie słuchałam go.
"Dziwne...Może...Nie,na pewno, nie!"-pomyślałam.
Weszłam do domu z przeświadczeniem,że ktoś mnie obserwuje...
-Kurczę...-syknęłam.
Naglę zza domku ujrzałam błysk oczu.Spojrzałam nie pewnie w tamtą stronę,dookoła zaczęło się przejaśniać,lecz deszcz padał dalej.Podeszłam ostrożnie moje buty pluskały o kałużę.Podeszłam bliżej.Zza domu wysunął się chłopak.Otrzepałam się z wody jak pies.Deszcz kończył padać,a słońce oświeciło mokre ulice.Teraz chłopak był bardziej widoczny.Wyglądał na miłego,oczy błyszczały mu w słońcu, i trzeba było przyznać że należał do osób piękniejszych.
-Tak?-spytałam spokojnie,ludzie widząc,że przestało padać zaczęli wychodzić z domów.
Chłopak opierał się o mur,a słysząc mnie wstał i podszedł,uśmiechnął się jak dżentelmen i wyciągnął rękę.Spojrzałam na nią i dodałam cicho
-Jestem Ann De Nail i nie szukam znajomych.-dodałam z przekonaniem patrząc mu w oczy.
Chyba chłopak trochę się zdziwił moja reakcją,moja matka opowiadała mi o takich ludziach i nie miałam zamiaru go poznawać.Nie zważając na nic szybko poszłam w stronę domu,usłyszałam jeszcze wołanie,ale nie słuchałam go.
"Dziwne...Może...Nie,na pewno, nie!"-pomyślałam.
Weszłam do domu z przeświadczeniem,że ktoś mnie obserwuje...
Od Lucy
Weszłam do mieszkania.Zostawiłam płaszcz na łóżku i poszłam do miasteczka.Zobaczyłam jakiegoś wysokiego mężczyznę.
-Hej śliczny,co tam-powiedziałam słodko a chłopak nie spodziewając się tego co nastąpi zaczął iść za mną.Weszliśmy do pokoju,szybkim ruchem walłam go na łóżko.
Podeszłam do niego
-Już nie żyjesz skarbie...-I zatopiłam kły w jego szyi.Po czym na podwórzu rozpaliłam ognisko i spaliłam ciało.Usta miałam całe czerwone od krwi zaczęłam wycierać je chusteczką.Następnie położyłam się na łóżku i zaczęłam śpiewać piosenkę...
-Hej śliczny,co tam-powiedziałam słodko a chłopak nie spodziewając się tego co nastąpi zaczął iść za mną.Weszliśmy do pokoju,szybkim ruchem walłam go na łóżko.
Podeszłam do niego
-Już nie żyjesz skarbie...-I zatopiłam kły w jego szyi.Po czym na podwórzu rozpaliłam ognisko i spaliłam ciało.Usta miałam całe czerwone od krwi zaczęłam wycierać je chusteczką.Następnie położyłam się na łóżku i zaczęłam śpiewać piosenkę...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)